Wyciąganie z błota
Jednym z naszych stałych partnerów był Funio. Jak mu było na imię
już nie pamiętam. Jego jednak trudno zapomnieć.
Zdaje się, że to profesor Chrzanowski – pisząc o naszych trzech
wieszczach – wyraził się, że nigdy nie wiadomo kiedy kończy się geniusz a
zaczyna wariat. Dla nas Funio był kochanym wariatem z genialnymi pomysłami,
ale przede wszystkim był wielkim cwaniakiem. Od wczesnego dzieciństwa wciąż
nowe pomysły i nowe kawały. W szkole był stale zagrożony wylaniem za złe
sprawowanie i wagary.
– Jeżeli raz jeszcze się spóźnisz, będzie to twój ostatni dzień w
szkole – ostrzegł go wychowawca, gdy po raz nie wiem który zjawił się dopiero
pod koniec pierwszej lekcji.
– Tramwaj stał, bo zepsuł się motor – wyjaśnia Funio, wyciągając z
tornistra arkusz rysunkowy, na którym wykaligrafowane jest usprawiedliwienie.
Profesor czyta nieufnie i znajdując podpis: „Konduktor
Tramwajowy”, pyta więc:
– Skąd mogę mieć pewność, że to pisał naprawdę konduktor ?
– Nie widzi Pan Profesor? O tu na dole – z całą powagą pokazuje
palcem Funio – zrobił dwie dziurki.
Klasa w ryk i profesor też.
Słynny na całą Polskę był studencki kawał Funia. 1 Kwietnia,
wcześnie rano, umieścił na jednym z przystanków tramwajowych napis:
PRZYSTANEK ZEPSUTY
wsiadać na następnym
Wielu dało się nabrać. Funio z kolegami i fotoreporterem
obserwował z ukrycia jak klnąc na magistrackie porządki, łatwowierni dreptali
do następnego przystanku. Gazety miały o czym pisać a całe miasto śmiało się
widząc na zdjęciach znajomych, jak odchodzą zawiedzeni od przystanku.
Historia Funia
to jedno pasmo podobnych kawałów. Jednak naprawdę Funio wyżywał się dopiero w
brydżu. Miał przy tym żyłkę do hazardu, więc wprowadził zwyczaj, że wszyscy
trzymali „lichtarz" â, przeważnie
niewspółmiernie wysoki w stosunku do stawki zasadniczej, zwłaszcza nad ranem.
W ten sposób
gra sprowadzała się do walki o lichtarz, a że wpadki były stosunkowo niskie,
więc obrony nawet pięcioma bez atu bez wielu, nie należały do rzadkości. Jednak
szlemikami już nie broniono, bo to kosztowało dodatkowo 2000.
W walce o
lichtarz dochodziło nieraz do paradoksalnych sytuacji – rozgrywający bronił się
przed wygraniem kontraktu a wistujący nie chcieli brać lew. Zdarzało się to
wówczas, gdy po dokończeniu robra rozgrywający przegrałby go kilkoma punktami.
Wówczas w jego interesie leżało nie kończyć robra w nadziei, że w następnym
rozdaniu uda mu się złapać przeciwników na wpadkę lub zalicytować szlemika.
Wistujący widząc że już lichtarz jest ich, robili wszystko aby rozgrywający
dograł robra. W ten sposób obie strony grały w „nie brać lew”.
Należy
nadmienić, że w tamtych czasach nie znano żadnych, nawet najprostszych konwencji.
W tych trudnych sytuacjach Funio czuł się jak ryba w wodzie. Mógł na całego zbierać
plony swej niepospolitej pomysłowości, która poza brydżem ograniczała się
niestety tylko do robienia kawałów.
Minęło blisko
pół wieku od tamtych czasów [ tj
od około 1915 ],
więc trudno mi to wszystko pamiętać. Jednak dwóch rozdań z repertuaru Funia nie
zapomnę do końca życia.
Pierwsze było
nad ranem w klubie. Był to ostatni rober, bo o ósmej bezwzględnie zamykano
lokal. Funio trzymał pod lichtarzem jakąś wyjątkowo dużą sumę (wiadomo nad
ranem). Już po kilku rozdaniach sytuacja przeciwników była beznadziejna.
Mieliśmy ponad 40 punktów góry a obie strony były po partii. Oni mieli 36
punktów częściowego zapisu, więc wygranie lichtarza zdawało się pewne.
Niepokoił nas tylko fakt że dochodziła godzina ósma. Jasne było, że nie tylko
dyrekcja klubu ale i przeciwnicy nie zgodzą się na żadne prolongaty, a w
niedokończonym robrze płaciło się tylko za punkty. Lichtarz był wycofywany.
Chociaż
przeciwnikom przyszła parę razy z rzędu karta, przezornie pasowali aby nie
skończyć przegranego robra i w ten sposób uratować lichtarz. Udało się im. W
chwili gdy Funio rozdawał karty zegar zaczął wybijać godzinę.
– Ósma! Ostatnie rozdanie – oznajmił radośnie jeden z
przeciwników.
Podniosłem karty:
|
8xxxx Axxxx Axx – |
Funio ułożył swoje i otworzył 1ª. Przeciwnik oczywiście spasował. Medytuję co zalicytować. Jeśli
skoczę na 5ª, przeciwnicy niewątpliwie
będą bronić pięcioma bez atu i lichtarza nie wygramy, bo na szlemika karta
za słaba. |
Postanowiłem czekać na wyjaśnienie sytuacji i zalicytowałem 1BA. Przeciwnik przezornie pas a Funio – 2ª. –
Powtórzył piki! Czyżby miał takiego longera? – pomyślałem i zalicytowałem 3© mając pewność że na tym licytacja nie wygaśnie.
– 3ª – słyszę od Funia o o mało się nie załamałem. Już
chciałem zalicytować kończące 5ª, gdy uświadomiłem sobie, że przeciwnik natychmiast
wejdzie w obronę 5BA, a tego właśnie należało uniknąć. Zniosłem więc
jeszcze raz na 3BA.
– 4ª – monotonnie powtarza Funio.
Teraz dopiero rozjaśniło mi się w głowie: „Funio nie ma
pików! Gdyby je miał tak silne jak
na to wskazywała jego licytacja niewątpliwie już wcześniej zaznaczyłby to
przeskokiem. Wróciłem więc na 4BA i czekam z drżeniem co zrobią przeciwnicy.
– Kontra ! – już nie zalicytował a ryknął przeciwnik z
lewej.
|
|
|
|
|
Oczywiście spasowałem. Atak Królem
Karo. Co dalej się działo wystarczy zobaczyć całość rozdania. – Ty jeden od czasu do czasu przejawiasz jeszcze szczyptę
rozsądku – pochwalił mnie Funio zgarniając pokaźną sumę spod lichtarza. |
|||
|
|
|||||||
|
Odmienne o mnie zdanie wyraził w innym rozdaniu, które
zapamiętałem.
Po kilku kiksach – nie zawsze potrafiłem odgadnąć zwariowaną
licytację Funia – stan robra był beznadziejny. Przeciwnicy prowadzili 50
punktami, obie strony zrobiły partię i miały po 20 pod kreską. Już nawet
szlemik nie mógł uratować lichtarza.
Tak wyglądała sytuacja gdy Funio rozdał karty do pamiętnego rozdania.
Zaczęło się niewinnie od trzech pasów. Czwarta ręka otworzyła 1© i po pasie Funia odpowiadający podniósł na 2©. Z kolei padło 3© i po dwóch pasach miałem ostatni głos z kartą:
|
xxx xxx xx Kxxxx |
Aczkolwiek walka z taką nędzą mogła tylko wepchnąć przeciwników |
Z lewej pas i... o
mało co nie spadłem z krzesła: duży szlem w trefle. Teraz dopiero będę miał za
swoje. Na dobitek sypnęły się kontra i re.
Nie uwierzycie, ale wygrałem tego szlema.
Oto całość rozdania, jak je sobie po tylu latach mniej
więcej przypominam:
|
|
|
|
|
– Jak mogłeś trzy razy pasować z taką bombą ? Przecież nie
powinienem był bronić i przepadła by dograna – zwracam się z pretensją do
Funia. – Nie mądruj batiarze jeden. A jak inaczej dowiedziałbym się o
Twoim Królu Trefl. O mało do ruiny mnie nie doprowadziłeś, a teraz jeszcze
wnosisz pretensje, że cię wyciągnąłem z błota, w które wpadliśmy przez Twoją
tępotę. |
|||
|
|
|||||||
|
Taki był Funio.
„hawu” w „Brydżu” 11–1965
|
14 XII 2000 |
||||
|
brydż, brydz, bridge, brydż sportowy, brydz
sportowy, bridge sportowy, Pikier, Sławiński, Slawinski, Łukasz Sławiński,
Lukasz Slawinski, |
||||
Lichtarzem nazywano
bok gotówkowy, który wygrywał ten, kto uzyskiwał w robrze chociażby jeden punkt
przewagi. W czasach gdy grywano przy świecach boki gotówkowe strony kładły pod
lichtarz i stąd nazwa, utrzymująca się do dzisiaj.