Ana­bis 3

ANABIS

16 Wrze­śnia 2010

„Polacy nie gęsi”

Mikołaj Rey napi­sał on­giś:

„A nie­chaj na­ro­do­wie wżdy po­stronni znają, iż Po­lacy nie gęsi, iż swój język mają”

co wielu wielce po­tem za­dzi­wiło:

„Co też ten Rey po­wypi­sy­wał? Prze­cież wia­domo, że gęsi to nie ryby i ję­zyk mają!”

Mędrko­wano, mę­dr­ko­wano aż wreszcie wy­my­ślono i obec­nie w Wi­ki­pedii znaj­duje się taka kwint­esen­cja tych wymy­słów:

„W po­słaniu tym au­tor, zgod­nie z ide­ałami Re­for­ma­cji, daje do zro­zu­mie­nia, że Po­lacy mają nie ję­zyk gęsi (ła­cinę, na­zy­waną tak od brzmie­nia jej wy­mowy, od gę­sich piór uży­wa­nych ów­cze­ś­nie do pi­sania, a w kon­tek­ście le­gendy o gę­siach, które obro­niły Rzym) lecz swój wła­sny, pol­ski i tym sa­mym de­kla­ruje kultu­rową i poli­tyczną nie­za­leż­ność Rze­czy­po­spoli­tej od pa­pie­skie­go Rzymu

Wprawdzie Rey przy­stąpił do Re­forma­cji, jednak przypi­sy­wa­nie mu aż tak po­li­tycz­nego wy­dźwię­­ku tych słów jest nie­zmier­nie wy­du­maną prze­sadą, a 3 do­dat­kowe ar­gu­menty są wydu­mane wręcz śmiesz­nie:

1) brzmienie łaciny w ni­czym nie przy­po­mina gę­ga­nia (już prę­dzej można by to napi­sać o fran­cuz­czyź­nie) i nie można zna­leźć by ktoś w epoce Re­ne­sansu tak ła­cinę okre­ślał

2) gęsie pióra? - a co to ma wspól­nego z ich „języ­kiem”, poza tym że doty­czy gęsi

3) gęsi które oca­liły Rzym? – jesz­cze go­rzej.

Niektórzy brną w kom­pletny idio­tyzm:

„Mó­wiąc „gęsi ję­zyk” Rej miał na my­śli ję­zyk tych wszyst­kich, któ­rzy ule­gali wpły­wom cu­dzo­ziem­skim, któ­rzy mó­wili i pi­sali żar­go­nem, któ­rzy gę­gali, czyli beł­ko­tali. Nie­wy­klu­czone, że wprost na­zywał „gę­sim ję­zy­kiem” ła­cinę (sfery wy­kształ­cone po­sługi­wały się nią wtedy po­wszech­nie w do­ku­men­tach pi­sa­nych)”

Jak można przypu­ścić, że Rey uwa­żał ła­cinę za „żar­gon” i „beł­kot” !!!???

A przecież jest wyja­śnie­nie cał­kiem pro­ste:

Że gęsi mają język ana­to­miczny jest oczywi­ste, więc Rey mógł mieć na my­śli tylko ję­zyk praw­dziwy (mo­wę) – taki ja­kim po­słu­gują się lu­dzie. Po­lacy nie są gę­śmi, bo TAKI język mają - tyle tylko że jesz­cze (w cza­sach Reya) bar­dzo rzadko posłu­gują nim się w pi­śmie.

A że prze­ciw­stawił Pola­ków gę­siom?... rów­nie do­brze mógłby napi­sać „Polacy nie kaczki”, ale  być mo­że aku­rat gę­ga­nie za oknem prze­szka­dzało mu w pi­sa­niu (nb gę­ga­nie jest bardziej iry­tu­jące niż kwa­kanie).

Że nie na­pi­sał przy­miotni­kowo (np „Po­lacy mają nie gęsi ję­zyk, lecz swój wła­sny”)?... Tak jak napi­sał też jest do­brze! no i wcho­dził w grę zwy­kły kło­pot po­ety, aby li­nijka miała tyle sy­lab ile trzeba, w tym przy­padku 13.

Cała ta hi­sto­ria przy­po­mina słynne Mic­kie­wi­czow­skie 44, o któ­rym też spło­dzono wiele do­cie­kań i do­my­słów, mimo iż po­dobno sam Mic­kie­wicz wy­ja­śnił Se­we­ry­nowi Gosz­czyń­skie­mu, że wsta­wił 44 ot tak so­bie. A niby co miał wsta­wić?... rym jest, brzmi to do­brze i ta­jem­ni­czo, do at­mos­fery „Dzia­dów” pa­suje – chyba wy­star­czy.

 

ANABIS

18 Wrze­śnia 2010

Ciągi dal­sze

Mark Twain dorobił kie­dyś ciągi dalsze do dwóch umo­ral­niają­cych anegdot, ale – za­pewne przez prze­oczenie bądź znu­dzenie – nie dorobił cią­gów dal­szych do tak zna­nych przypo­wie­ści jak dwie poniższe:

Przypowieść o ro­botni­kach w win­nicy

Gospodarz wy­szedł rano na ry­nek, by wy­na­jąć robot­nikó­w za 100 zł dniówki. A że pracy w winnicy by­ło dużo, wy­cho­dził jesz­cze czte­rokrot­nie – nawet go­dzinę przed zmierzchem – i najmo­wał tych co sta­li na rynku bez­czyn­nie: „Idź­cie praco­wać w mojej win­nicy, a co będzie słuszne, wie­czo­rem wam za­płacę” A kiedy nad­szedł wie­czór dał po 100 zł każ­demu. Ci co pra­cowali od rana obu­rzyli się, na co rzekł im: „Nie czy­nię wam krzywdy. Przecież umówili­ście się ze mną na 100 zł. Weź­cie co wa­sze i idź­cie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Po­zwólcie mi być do­brym”

Ciąg dalszy:

Drugiego dnia rano go­spo­darz zastał na rynku tylko  trzech chęt­nych do pracy. Wy­chodził jesz­cze trzy razy, ale za­stawał nie­wielu wię­cej. Dopiero pod wieczór zna­lazł do­sta­teczną ilość. Kiedy wypła­cił każdemu po 100 zł, nie było tym ra­zem żad­nego szem­ra­nia, po­nie­waż ro­bot­nicy wy­najęci wcze­śniej zo­stali już dys­kret­nie po­uczeni przez wczo­raj­szych (i za­pro­szeni przez nich na nocną po­pi­jawę). Niemniej w win­nicy nie zostało wy­ko­nane to co nale­żało tego dnia wy­konać.

Trzeciego dnia gospo­darz do­piero pod wie­czór zna­lazł chęt­nych do pracy – tym ra­zem bar­dzo wielu. Przez go­dzinę nie zdołali wy­ko­nać ani piątej czę­ści ko­niecznej na ten dzień pracy, zwłasz­cza że w na­tłoku przeszka­dzali sobie wzajem­nie. Każdy do­stał 100 zł – i wszyscy ra­zem zdrowo pili do rana za zdro­wie go­spo­darza. Czwartego dnia...

Przypowieść o synu mar­no­traw­nym
Gospodarz miał trzech synów. Naj­młod­szemu znu­dziła się praca u ojca – zażądał swojej czę­ści ma­jąt­ku, po­szedł w świat i roz­trwonił wszystko na hu­lanki i la­dacz­nice. A nie mogąc nig­dzie zna­leźć pra­cy, wrócił skru­szony do domu. Ojciec nie czy­nił mu żad­nych wy­rzu­tów – przyjął go do domu, obda­ro­wał so­wi­cie i wydał ucztę z oka­zji jego po­wrotu. Starsi sy­nowie się wzbu­rzyłi: „Nigdy nas tak nie ob­da­ro­wa­łeś ani nie wy­pra­wiłeś nam uczty". Lecz on im od­po­wie­dział: „Wię­cej ra­duję się serce moje ze skru­chy syna marno­traw­nego niż z dwóch synów któ­rzy żyli spra­wie­dli­wie”

Ciąg dalszy:

Następnego dnia średni syn za­żądał swojej czę­ści ma­jątku. Otrzymaw­szy ją, znik­nął na rok i przepu­ścił wszystko na hu­lanki i la­dacz­nice (zasię­gnąw­szy przed­tem po­rady najmłod­szego, gdzie i jak czynić to naj­przy­jem­niej). Kiedy wrócił z (udaną) skru­chą do domu, oj­ciec nie drę­czył go wy­mówkami, lecz ob­da­ro­wał i wy­prawił ucztę – skromniej wpraw­dzie, bo ma­jątek był uszczu­plony, a naj­młodszy przy­zwy­czaił się do le­ni­stwa. Kiedy najstarszy syn pro­te­stował, oj­ciec rzekł: „Skoro ze skru­chy naj­młod­szego się rado­wa­łem, to czyż mam nie rado­wać się ze skru­chy śred­niego”

Następnego dnia naj­star­szy syn za­żą­dał swojej czę­ści ma­jątku, a otrzy­maw­szy ją zro­bił to co bra­cia młodsi. Kiedy po roku wró­cił, urado­wany ojciec dał mu stare buty i wyto­czył z piw­nicy be­czułkę skwa­śnia­łego wina na ucztę. Po czym wziąw­szy resztę go­towi­zny, umknął chył­kiem z domu by użyć sobie na stare lata. Kiedy wró­cił...

 

 

23 Października 2010

Skasować „o kreskowane”

Dla tych co narzekają na męczarnie ortograficzne projekt radykalny:

SKASOWAĆ „o” kreskowane – wszędzie gdzie dotąd było „o kreskowane” pisać  i WYMAWIAĆ „o”

narod = naród (narodowy)

gwoźdź  = gwóźdź (gwoździe)

osemka = ósemka  (osiem)

moj = mój (moje)

kłotnia = kłótnia

kłopotow = kłopotów  (nieco dziwnie, ale ujdzie)

woda = woda albo... wóda 

(to ostatnie to chyba jedyny kłopot, no ale z wódy można zrezygnować)

Skoro nasi pra-pra-pra-...-dziadowie zaczęli wymawiać „a nosowe” jako „o nosowe”

(czemu? tego już chyba nikt nie dojdzie), to i my damy sobie radę. Odwagi!

 

 

 

20 Marca 2017

Inteligencja mężczyzn a inteligencja kobiet

Wykres czerwony – rozkład inteligencji kobiet

Wykres niebieski – rozkład inteligencji mężczyzn

 

Średnie wartości oznaczone są kreskami pionowymi.

Jak widać średnia inteligencja mężczyzn (IQ = 100) bardzo nieznacznie przewyższa średnią inteligencję kobiet (IQ=97).

Tak nieznaczna przewaga (3%) wydaje się być bez znaczenia, jednak tak naprawdę przewaga mężczyzn jako grupy jest miażdżąca!

 

Otóż im wyższe IQ tym więcej dana osoba wnosi do intelektualnego dorobku ludzkości – zatem ci z większym IQ są ważniejsi.

A ci z podprzeciętnym niemal na pewno nic nie wnoszą.

Tak by było również wtedy gdyby gdyby inteligencja kobiet była równa inteligencji mężczyzn, a nawet ciut wyższa – decydujące jest bowiem rozproszenie wobec średniej, które u mężczyzn jest jak widać znacznie większe.

 

NB Ta kwestia w ogóle nie jest podnoszona w rozważaniach – być może wskutek tyranii polit-poprawności, a być może jest niedostrzegana.

 

 

VI  2017

Troska rządów o obywateli

W walce z nałogiem papierosowym zakazano ostatnio (zapewne Unia Europejska) umieszczania informacji o zawartości nikotyny, substancji smolistych itp. Idea jest jasna – jeśli palacz wybierze papierosy mniej szkodliwe, to tym bardziej sobie zaszkodzi, jako że wszystkie są jednakowo obrzydliwe, nawet gdyby miały zero czegoś tam.

Jest w tym przesłanie do producentów – a pchajcie do nich co wam się żywnie podoba, niech palacze się boją.

Ponadto na każdej paczce musi być obrazek obrzydzający palenie, z podaniem jakiejś choroby przez nie wywoływanej.

Wynotowałem:

zęby, dziąsła, miażdzyca, płodność, płuca, wzrok, zawał, impotencja, jama ustna,

udar, gardło, niepełnosprawność, poronienie.

 Ale to mało. Proponuję: „Palenie jest przyczyną homofobii”  „Palenie powoduje poglądy prawicowe”

I jeszcze coś z tego idiotyzmu:

„W Australii Zachodniej dodatkowo zakazane jest dostarczanie e-papierosów bez nikotyny, które przypominają produkty zawierające tytoń”

 

Ana­bis

 

 

do Bry­dża

do Czy­taj!

 

literatura, wypisy, urywki, fragmenty, ciekawostki, rozmaitości

16 Wrze­ś­nia 2010

redaktor@czytaj.net

© Czytaj !