ŁS 1995 |
Panta rhei, ale... |
z Pikiera 15 |
|
|
|
Zanim zostanie dokonane
pierwsze wyjście (przy okazji: zgódźmy się, że pikowe jest po tej licytacji
wykluczone), spróbujmy obliczyć prawdopodobieństwo, że W ma dokładnie
3 piki. |
|||||||||||||
|
|
|||||||||||||||
|
Jedyne
co możemy i musimy wziąć w tej chwili pod uwagę, to fakt że talia była
potasowana i rozdana.
Szczegółowy przebieg tego procesu
jest bez znaczenia ! Można np przyjąć, że najpierw NS wyciągnęli na
chybił–trafił po 13 kart z talii (i otrzymali to co otrzymali!), a następnie
gracz W spośród
pozostałych 26 kart wyciągnął dla siebie 13.
Nie wiadomo wprawdzie co
otrzymał, ale wiadomo że ma jedną z 10 400 600 możliwych rąk, które MÓGŁ
otrzymać.
|
|
Oblicza się to przy pomocy wzoru Newtona. Np aby dowiedzieć się
na ile sposobów można wyciągnąć 3 karty z 7, należy obliczyć: |
||||||
|
7! |
= |
7! |
= |
7 • 6 • 5 • 4 • 3 • 2 • 1 |
= |
35 |
|
|
3! • (7–3)! |
3! • 4! |
3 • 2 • 1 • 4 • 3 • 2 • 1 |
|||||
Wśród
tych rąk jest ileśtam zawierających dokładnie 3 piki. Aby obliczyć – ile –
należy tym razem przyjąć taki sposób rozdzielania kart w którym Î otrzymuje
dokładnie 3 piki. A więc:
– 26 kart graczy WE dzielimy na dwie części – 4 piki i 22
niepiki
– W wybiera 3 spośród 4 pików – co może uczynić na 4 sposoby
– następnie wybiera 10 spośród 22 niepików – 646 646 sposobów
– ilość rąk W z dokładnie 3 pikami jest oczywiście iloczynem:
4 •
646 646 = 2 586 584
Ostatecznie
– prawdopodobieństwo że W ma dokładnie 3 piki wynosi:
|
|
ilość rąk W z dokładnie 3 pikami |
= |
2 586 584 |
= |
24,87% |
|
|
ilość wszystkich możliwych rąk W |
10 400 600 |
a
jeśli ktoś nie wierzy że wynik zgadza się z rzeczywistością, niech siądzie na kilka
dni do tasowania i rozdawania kart WE.
Tak właśnie obliczane są powszechnie znane tabele
prawdopodobieństw podziału koloru między wistujących, a rzetelność wyników
gwarantowana jest przez to, że proces liczenia odzwierciedla rzeczywisty
proces tasowania i rozdawania.
Sposób rozdawania jest najzupełniej obojętny dla
prawdopodobieństw. Można rozdawać dowolnymi porcjami (np po 13) i w dowolnej
kolejności – byleby każdy otrzymał 13. Lepiej w to wierzyć, bo w tej wierze
utwierdzone są wszystkie szanse na świecie.
Łatwo
zauważyć, że tabele te można stosować do podziałów DOWOLNEGO podzbioru 26 kart WE.
Jeśli
bowiem w omawianym rozdaniu zechcemy obliczyć szansę, że W ma dokładnie
3 karty spośród 4 poniższych:
5 Pików 2
Kierów 3 Kar 2 Trefli
to
przekonamy się, że proces obliczeniowy jest identyczny, i otrzymamy oczywiście
ten sam rezultat = 24,87 %.
Możemy także zainteresować się tylko trzema spośród brakujących
nam pików – dajmy na to blotkami, i zapytać jaka jest szansa, że W ma
dokładnie 2 blotki pik (dama może leżeć dowolnie). Wyjdzie to samo co szansa
podziału 2 – 1.
Wznówmy
teraz zawieszoną chwilowo rozgrywkę...
W oddaje pierwszy wist szóstką trefl, E dokłada piątkę
trefl, bierzemy lewę i zapytujemy:
Jakie
jest TERAZ prawdopodobieństwo, że W ma dokładnie 3 piki ?
Aby
uprościć sobie życie, załóżmy – co wydaje się rozsądnie zgodne z
rzeczywistością – że po takiej licytacji WE zarzucili wszelkie swoje
zwyczaje i konwencje wistowe, i wybierają blotki do zagrania najzupełniej
przypadkowo (oczywiście nie dorzucają pików nie do koloru).
Załóżmy również – co jest
już mniej sensowne, ale niech tam – że pierwszy wist oddawany jest zawsze w
losowo wybranego trefla (tak że szóstka może być równie dobrze singletonem).
Albo że rozgrywkę zaczyna rozgrywający ! wychodząc w trefle.
Chodzi o to by wszystkie możliwe ręce W i E były jednakowo
prawdopodobne. Uwzględnienie niechęci do wyjścia w singletona niesłychanie
skomplikowałoby rachunki. Istota rzeczy pozostaje jednak bez zmiany, a
popełniany błąd wydaje się być niewielki.
I
wreszcie przeprowadźmy analogiczne do poprzedniego obliczenie dla nowej rzeczywistości.
Skoro Piątka i Szóstka trefl są już zlokalizowane, to:
– przy liczeniu wszystkich możliwych rąk:
W wybiera 12 kart z 24
(poprzednio 13 z 26)
– przy liczeniu rąk z dokładnie trzema pikami:
W wybiera 9 spośród 20 niepików (poprzednio 10 z 22).
Otrzymujemy
nieco inne prawdopodobieństwo i z zapałem odkrywcy przystępujemy do obliczeń
dla: po 2 lewach, po 3 lewach,...itd. Z zapałem – bo skoro do kalkulacji szans
przystępuje się zazwyczaj po zgraniu 2–3 lew bocznych, to tabele szans „przed
rozpoczęciem rozgrywki” rozgrywający powinien odtąd całkowicie zarzucić.
Tak
właśnie zrobił Marek Peszke w artykule „Panta rhei” („Problemy brydżowe”, PZBS,
1992) – podał tabele prawdopodobieństw podziału koloru także dla sytuacji po
rozpoczęciu rozgrywki, tj po zgraniu 1,2,3,... lew w kolorach bocznych.
Sposób liczenia był taki jaki zaprezentowaliśmy, przy czym:
– założono że każda lewa lokalizuje 2 karty u przeciwników
(nie zostało to wprawdzie
powiedziane wprost, ale wynika ze wzorów)
– stwierdzono że tabele są ważne tylko dla koloru „nieruszonego”.
Każde
odkrycie, a zwłaszcza tak rewelacyjnie proste, wymaga weryfikacji.
Pierwsza wątpliwość jest natury
pryncypialnej, Otóż obliczenie przeprowadzone po zgraniu pierwszej lewy byłoby
bez wątpienia dobre, gdyby: W
dostał najpierw szóstkę trefl, E – piątkę trefl, a dopiero potem
otrzymaliby – już oczywiście losowo – kart pozostałe. Albo dobitniej: gdyby po
pierwszej lewie przerwali grę na chwilę, połączyli swoje niezgrane karty (24),
potasowali, i ponownie między siebie rozdzielili !
A przecież rzeczywistość była
inna – tasowanie odbyło się wcześniej, i brały w nim udział szóstka i piątka
trefl.
Jeśli ktoś sądzi że „na jedno wychodzi”, niech zastanowi się nad
poniższym paradoxem:
Rozdano talię tak, by W otrzymał króla karo i 12 pików.
Szansa na asa pik u W jest oczywiście bliska 100%. Następnie poproszono W
by świadomie ujawnił 11 swoich pików –
wyłączając asa! jeśli go posiada. Gdyby liczyć jak liczyliśmy, to szansa
na asa pik u W wyszłaby teraz = 50% (bo tylko dwie ręce W wchodzą
w rachubę, a jedna z nich jest z asem).
Przemógłszy
lekkie zaniepokojenie przystępujemy do kontynuowania rozgrywki. Zgrywamy dwa
kiery i okazuje się, że W miał singletona (za drugim razem dołożył
trefla).
Co teraz z szansą na 3 piki u W ?
Zaglądamy
do tabel w artykule „Panta rhei”, i stwierdzamy że szanse podziałów 3–1 i
1–3 są identyczne. Jakże to
? Przecież każdy wie z intuicyjnej praktyki, że długość (tj 3 karty w pikach)
jest bardziej szansowna tam gdzie ujawnił się singleton !
Dłuższa chwila zastanowienia pozwala
nam zorientować się gdzie pies pogrzebany. Otóż w „Panta rhei” mylnie założono,
że każda lewa ujawnia 2 karty przeciwników. Mylnie – bo w naszym rozdanie
trzecia lewa zlokalizowała aż 6 kart – 2 dorzucone oraz 4 pozostałe blotki
kierowe (są u E, bo W nie dodał do koloru).
Grajmy jednak
dalej...
Po
sześciu zgranych lewach (po 2 w każdych niepikach) okazało się, że W
miał 8 trefli (bo E miał singla) i po singlu czerwonym. Oznacza to że 3
piki ma na 100% ! Tymczasem w tabeli dla „po sześciu lewach” znajdujemy
prawdopodobieństwo podziału 3–1 równe zaledwie 24.47%.
Wiemy
już skąd się wzięła ta koszmarna niezgodność. Otóż drugie lewy kolorów niepikowych
zlokalizowały u przeciwników:
kierowa – 6 kart
karowa – 5 kart
treflowa – 8 kart
podczas
gdy w obliczeniach przyjęto, że zawsze ujawniane są 2.
Może
więc poszerzyć tabele o przypadki w których ujawniane są więcej niż 2 karty?...
Oczywiście można to zrobić
(aczkolwiek zamiast tabel otrzymamy wówczas pokaźną książkę), ale – z uwagi na
pierwszą naszą wątpliwość (natury pryncypialnej) – wcale nie wiadomo czy będzie
to dobre.
Pokażmy więc po prostu – jak
należy liczyć prawidłowo.
* * *
Unieważniamy
dotychczasowy przebieg rozgrywki i rozpoczynamy od nowa...
|
|
|
Aby wygrać te 7BA,
należy „złapać Damę przy dziewięciu”. Przed rozpoczęciem
rozgrywki optymalną strategią jest gra „z góry”, tj Król i następnie – w
razie niejasności – As (oczywiście można zacząć od Asa). Szansa sukcesu wynosi
58%. Gracz–praktyk może
paść ofiarą „pułapki statystycznej” i dojść do przekonania, że jednak lepsze
jest impasowanie. |
|
|
|
|||
|
Przypuśćmy
bowiem, że 1000 graczy na świecie staje codziennie przed kilkoma sytuacjami
„łapanie damy przy dziewięciu”. Prawie połowie z nich wyjdzie, że dzisiaj
„należało” impasować. Drugiego dnia to samo stwierdzi połowa tej połowy, a po
10 dniach zostanie jeden nieszczęśnik, któremu przytrafiało się to codziennie.
Temu trudno będzie uzmysłowić sobie, że po prostu wygrał na loterji (w której
ktoś przecież musiał wygrać). Przez dłuższy czas może być przekonany, że lepszy
jest impas, ponieważ – „wykazała to praktyka".
Autor „Panta
rhei” poświęcił spory fragment problemowi „łapanie damy przy dziewięciu” i też
mu wyszło, że lepsza jest gra na impas. Nie był to jednak skutek pułapki
statystycznej ani błędnego algorytmu liczenia tabelek, lecz zwykły lapsus. Po
prostu podział „Dxxx – 0"
zaliczył omyłkowo do przegrywających przy grze „z góry”. Jeśli to
poprawimy, to gra górą bierze górę.
Aby
pokazać zmienność szansy sukcesu przy grze „górą”, pociągnijmy rozgrywkę maxymalnie
„do spodu” – zgrajmy wszystko bokiem oraz pikowego króla, wyjdźmy blotką pik,
zaczekajmy aż W dołoży blotkę pikową – i policzmy szansę w tym
ostatecznym momencie.
Niech
będzie tak, że W ujawnił dotąd układ 2–4–4–2, a brakująca jedna karta to
Dama Pik albo 3 Trefl albo 2 Trefl.
Jeśli
dokładali losowo (co zresztą zakładamy od samego początku), to W miał
jedną z trzech jednakowo prawdopodobnych rąk – to co ujawnił plus jedna karta
ze zbioru: Dama Pikĺ 3 Trefl 2 Trefl. Ale – jednakowo prawdopodobne były przed
rozpoczęciem rozgrywki, a od tego momentu zdarzyły się jeszcze zrzutki. Były
takie jak były, a mogły być inne (np mogli zachować 10 Trefl i 4 Trefl). Jaka
jest szansa na zrzutki takie jak były ?
Aby
być w zgodzie z rzeczywistością, musimy skorygować szanse a priori, obliczając
dla każdej z trzech obecnie możliwych rąk prawdopodobieństwo, że WE
zachowają do końca 3 Trefl i 2 Trefl.
A oto tabelka korekcyjna:
|
|
Ukryta
karta W |
Ilość |
: |
Ilość |
= |
Szansa |
Szansa |
|
|
|
|
|
||||||||
|
|
Dama Pik |
1 |
: |
21 |
* |
= |
1/21 |
30% |
|
|
|
Trójka Trefl |
1 |
: |
18 |
** |
= |
1/18 |
35% |
|
|
|
Dwójka Trefl |
1 |
: |
18 |
*** |
= |
1/18 |
35% |
|
*
Trefle dzieliły się tutaj 2–7. E
zachował więc 2 spośród 7. Mógł to uczynić na 21 sposobów (wzór Newtona).
Tyleż razy maleje więc szansa a priori na układ z Damą Pik.
**
Trefle dzieliły się 3–6. WE
mieli więc łącznie 3 • 6
= 18 wyborów (bo każdy z nich wybrał po jednej blotce do zachowania na
koniec).
***
Chyba wiadomo o co tutaj chodzi. Są
to szanse względne przemnożone przez taką liczbę, że suma iloczynów wynosi 100.
Okazało
się więc, że szansa sukcesu przy grze „z góry” wzrosła z początkowych 58% aż do
70%.
Oczywiście gdyby W ujawnił inny układ, to szansa mogłaby
wyjść inna. A oto zestawienie do samodzielnego sprawdzenia:
|
|
Ujawniony układ W |
Szansa
sukcesy |
* |
|
|
Kiery |
Kara |
przy
grze „z góry” |
||
|
x x x x |
x x x x |
70 % * |
||
|
x x x |
x x x x |
60 % |
||
|
x x |
x x x x |
50 % |
||
|
x |
x x x x |
40 % ** |
||
Według „Panta rhei” szansa sukcesu wyjdzie w każdym przypadku taka
sama – niezależnie od np ujawnionego podziału kierów ! Nie jest to dziwne,
ponieważ pod uwagę brana jest wyłącznie ilość zgranych lew.
To co zobaczyliśmy skłania nas do zwrócenia uwagi na bardzo ważną
kwestię – jaka jest właściwie początkowa szansa wygrania tego kontraktu ?
Przecież
apriorycznie wyliczone 58% odnosiło się do strategii „zawsze graj górą – król i
as”, tj zakładało porażkę przy podziałach: Dxx – x x – Dxx
0 – Dxxx. Tymczasem może
się zdarzyć że wywiad (tj zgranie wszystkich niepików) wykaże zaistnienie
właśnie jednej z tych zaszłości. Albo na 100% (np gdy Î miał 1–2–1–9) albo na
mniejszy %, ale przechylający szalę na korzyść impasu (w te lub wewte).
Oznacza to, że
początkowa szansa sukcesu jest nieco większa niż 58%! a optymalna strategia nie
sprowadza się zawsze do końcowego zagrania górą.
Obliczenie tego
„nieco” – nawet w tak prostym problemie
– jest jednak bardzo trudne i żmudne.
13
Stycznia 2005
Problem
ten Pikier opublikował jako Zadanie 1. Nadesłano aż 5 wyliczeń.
Ostatecznie
szansa = 68.62%. Wzrosła więc ponad „aprioryczne” 58% b.znacznie.
* * *
W dotychczasowych rozgrywkach przeciwnicy nie zawsze dodawali do koloru,
więc może... może obliczenia zaprezentowane w „Panta rhei” są poprawne gdy
przeciwnicy stale dodają? ...
Zauważmy jednak, że w algorytmie
obliczeń wogóle nie ma mowy o kwestii dodania bądź niedodania do koloru.
Oznacza to, że tabelki są tak samo prawdziwe dla tego brydża w którego gramy
jak i dla brydża bez obowiązku dodawania do koloru (tak!). Wprawdzie to samo
dotyczy tabelek a priori, ale tam to było zrozumiałe (bo jeszcze nie zaczęto
rozgrywki). Tu natomiast –
nieistotność obowiązku dodawania dla szans po kilku lewach jest niezwykle
dziwna.
Rozważmy
więc rozdanie w którym WE będą dodawać do koloru...
|
|
|
Z pozycji S
gramy 7BA po wyjściu w piki. Zgraliśmy
po 3 lewy w pikach, kierach i karach, przy czym – W 4–kartowej końcówce sytuacja jest następująca: Kara: dzieliły się 3–3 Kiery: dzieliły się 3 –3 Piki: dzielą się 4–4 albo 5–2 Trefle:
dzielą się 3–3 albo 4–2 (inne podziały się nie mieszczą!) |
|
|
|
|||
|
Jaka jest szansa podziału trefli 3 – 3 ?
WE mieli ręce
należące do jednej z poniższych grup:
|
|
|
ukryte karty WE |
ilość |
: |
ilość |
= |
szansa |
szansa |
|||
|
|
|
W |
E |
rąk |
wyborów |
względna |
bezwzględna |
||||
|
|
piki |
x |
x |
40 |
* |
: |
16 |
*** |
= |
40/16 |
45.46% |
|
|
trefle |
x x x |
x x x |
||||||||
|
|
piki |
3 2 |
– |
30 |
** |
: |
10 |
**** |
= |
30/10 |
54.54% |
|
|
trefle |
x x |
x x x x |
||||||||
|
|
piki |
– |
3 2 |
||||||||
|
|
trefle |
x x x x |
x x |
||||||||
*
2 kombinacje w pikach razy 20 (3 z 6)
w treflach.
**
Każda podgrupa liczy tyle rąk na ile sposobów W mógł
otrzymać podczas tasowania 4 blotki treflowe z 6 (czyli 15).
***
Każdy z przeciwników wybrał jedną z czterech blotek pikowych do
zachowania na sam koniec. Łącznie mieli więc 16 wyborów.
****
W (względnie E) miał 5 pików. Dwie blotki pikowe do
zachowania na sam koniec mógł więc wybrać na 10 sposobów (2 z 5).
Szansa
podziału trefli 3–3 wynosi jak widać 45,46 %
Jest to rzeczywiście duży wzrost
w stosunku do szansy a priori (35,52%), ale – trzeba pamiętać że wykluczone są
obecnie podziały 5–1 i 6–0. Jeśli wykluczymy je także z a priori, to okaże się
że szansa podziału 3 – 3 przed rozpoczęciem rogrywki wynosiła 42,31%.
A jak jest według obliczeń „Panta rhei” ?
Przede
wszystkim – algorytm wogóle nie uwzględnia możliwości wykluczenia układów
skrajnych wskutek rozgrywki wywiadowczej (co już wystarcza do jego
deprecjacji). Dla ciekawości (ale tylko dlatego) można jednak policzyć szansę
na 3–3 po 9 lewach z wykluczeniem jak wyżej. Wynosi ona: 40/(40+30) = 4/7 =
54%.
* * *
W
„Panta rhei” jest więc całkowicie źle. Niezależnie od tego czy dodają czy nie
dodają. Dlaczego ?
Bo wzięto pod uwagę tylko ilość
zgranych lew, ignorując ujawniane informacje o układzie (a coś się zawsze
ujawnia – nawet gdy stale dodają do koloru). Szczerze mówiąc już pierwsza
wątpliwość (ta „natury pryncypialnej”) była dostatecznym dowodem błędności tabelek.
|
|
Problem
do samodzielnej analizy: |
|
||||||||||
|
|
|
|
|
Zgraliśmy wszystko poza pikami. Przeciwnicy cały czas dodawali do koloru. |
||||||||
A
teraz – gdy zagadnienie zmienności szans zostało jako tako wyświetlone – muszę spełnić
przykry obowiązek i wyraźnie stwierdzić że:
Artykuł
„Panta rhei” jest niemal w całości zupełnie błędny.
A jednak wysiłek Autora „Panta rhei”
nie poszedł całkiem na marne, bo problem zmienności szans był rzadko i
powierzchownie poruszany, a szanse (i także ich proporcje) rzeczywiście
zmieniają się podczas rozgrywki. Ujęcie tej zmienności dla potrzeb praktyki w
tabele i precyzyjne reguły jest jednak – jak widzieliśmy – niewykonalne.
Muszę się przyznać, że ongiś dokonałem tego
samego „odkrycia” co w „Panta rhei”. Napisałem z tego mały artykulik z tabelką
szans na „złapanie damy przy dziewięciu”, z której wynikało, że im bardziej
zwlekamy z rozegraniem koloru tym większa szansa sukcesu. Zaniepokojony tym
paradoxem nawiązałem rozmowę z JKM (właśnie wychodził z turnieju) w której
stwierdził, że policzyłem tak jakby przeciwnicy co lewę przetasowywali swoje
karty. To mi wystarczyło.
Od tej pory porzuciłem problem przekonany, że szanse
podziałów (a dokładniej: proporcje szans) nie zmieniają się – wyjąwszy
przypadki wykluczeń po rozgrywce wywiadowczej. Był to oczywisty błąd logiczny.
Fakt że zmienność w moim artykuliku była skutkiem błędu, nie implikował niezmienności
szans, lecz – niezmienność ALBO zmienność „inaczej”.
Dopiero „Panta rhei” skłoniło
mnie do głębszej analizy tego problemu, której wyniki niniejszym
zaprezentowałem.
Szkoda
tylko, że nie zrobiłem tego rok wcześmiej, kiedy Marek Peszke miał jeszcze szansę
repliki.
Zbyt mało Go znałem, by
wypadało mi teraz pisać o Nim coś obszerniejszego – pozostaję więc przy
skromnym memoriale:
Marka
Peszke pamiętam jako entuzjastę wielu dziedzin brydża, a szczególnie problemów
organizacyjnych.
Pamiętam
wielki turniej w Warszawie, w którym przed każdą sekcją wisiała tablica z jedną
z liter brydżowych – W N E S. Po każdej niemal rundzie Marek Peszke
zarządzał wymianę niektórych tablic i nakazywał sekcjom przekręcić pudełka tak,
by ich położenie pasowało do nowej „strony świata”. Nie było to wcale zbyt
kłopotliwe dla graczy, a zapewniało lepsze tzw „zrównoważenie turnieju” (chodzi
o to by każda para porównywała się z jak największą ilością par pozostałych).
I pamiętam także jak 30 lat temu
udało mi się awansować do Półfinału Indywidualnych Mistrzostw Polski (wtedy to
było coś i dwóch wspólzawodników złożyło mi po Ćwierćfinale gratulacje). O
miejscu i terminie Półfinału zostałem powiadomiony listownie (tak! w Warszawie!).
Niefrasobliwie spóźniłem się o 20
minut, i z przerażeniem i wstydem stwierdziłem, że wszyscy już siedzą i czekają
właśnie na mnie. Sędzia – Marek Peszke – ograniczył się do uprzejmego wskazania
mi miejsca i wręczenia pilotki, a trzy dni później przysłał mi list z pisemną
naganą.
Poczułem głęboki szacunek.
( pierwodruk: „Przegląd brydżowy” 2–3/1985 )
PS 1998
Artykuł Marka Peszkego ukazał się z
adnotacją:
Praca na
zamówienie Wydziału Teorii PZBS (przyp. red.).
Ów Wydział Teorii był i jest kompletną
fikcją, a jedynym przejawem jego „działania” jest doczepianie go przez A.O. do
niektórych artykułów.
PS 2003
Okazuje śię, że podobny artykuł
opublikował Marek Peszke już wcześniej, a mianowicie w 1–1990 w miesięczniku
„Brydż” pt „Teoria względności”.
Błędna teza tego artykułu trafiła do
Polskiej Encyklopedii Brydża w hasło „Sukcesywana ocena szans”. Jednak podane
tam porównanie szans może być słuszne, ale uzasadnienie będzie inne.
|
brydż, brydż,
brydż, brydż, brydż, brydz, brydz, brydz, brydz, bridge, bridge, bridge,
bridge, brydż sportowy, brydz sportowy, bridge sportowy, wist, Pikier,
Łukasz, Lukasz, Sławiński, Slawinski, Łukasz Sławiński, Lukasz Slawinski,
Czytaj, Czytaj!, piki, kiery, kara, trefle, pik, kier, karo, trefl, pas, atu,
bez atu, kontra, rekontra |
||